Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

 

OBOZOWY STYL

Tym się rózmł od stylu „obozowego”, żołnierskiego, bojowego, właści­wego tyrtejskim pobudkom i pieśniom bitewnym, wspomnie­niom i legendom wojennym, reprezentowanym w twórczości samego Mickiewicza przez takie choćby utwory, jak Nocleg, le rozkwitłe swiezo drzewa czy Śmierć Pułkownika. Ale od­biegał również od Konrada Wallenroda. Tak przynajmniej są­dzi Borowy i trudno się nie przyłączyć do jego zdania: „Co l za różnica z poematem, którego bohater miał plan wprawdzie demoniczny, ale dający narodowi pewność ratunku! Nowi Wal­lenrodowie są otoczeni zupełną ciemnością. […] W perspekty­wie rycerza wallenrodycznej walki nie ma teraz miejsca na zwycięstwo po największych nawet poświęceniach.” A jedno­cześnie sytuacja zmieniła się gruntownie w tym sensie, że „zjawisko wallenrodyzmu stało się zjawiskiem masowym, a je­go problemat — problematem powszechnym”. Nie odnosi się ono jedynie do kogoś wyjątkowego, ale — co uwydatnia już tytuł — „do każdej rodziny w narodzie, do każdej matki i do każdego syna”.

DONIOSŁA WYPOWIEDŹ

Będąc doniosłą wypowiedzią na temat tak żywo obchodzący ; całe społeczeństwo, wiersz Do matki Polki w nowych okolicz- ; nościach politycznych wywołał znamienne trawestacje pole­miczne. Omówmy dwie z nich: Hieronima Kajsiewicza Do ojca  Polaka z 1833 roku oraz Konstantego Gaszyńskiego Do matki j Polki z 1843 roku. Występując w roli wielbiciela, rywala i naśladowcy Mickiewicza, Kajsiewicz — uczestnik powstania listopadowego, w swym cyklu sonetów zamieścił również utwór, w którym zwra­cając się „do ojca Polaka”, a nie „do matki Polki’’, łatwiej mógł wydobyć jednoznaczną, żołnierską tyrtejskość nakazów, skierowanych w równym stopniu do ojca, jak do wychowywanego przezeń syna. „Ojciec-Lach” ma odwiedzać pola bitew powstania kościuszkowskiego i powstania listopadowego; sto­sunki między nim a synem mają się układać na wzór antycz­ny, który tylekroć był przywoływany przez polską poezję pa­triotyczną: Hamilkara i Hannibala.

WYCHOWANIE NA BOHATERA

Jak widać więc, w wierszu Gaszyńskiego także i zejście w no­cy do skrytego lochu podziemnego pozbawione jest aury wła­ściwej poezji spisku oraz poezji o spisku — po prostu chodzi o skład broni i to tradycyjnej broni wojennej, nawet nie o żad­ne sztylety i trucizny.Gaszyński jest przekonany, że dziecko tak wychowane stanie się bohaterem i że bój ostatni, w którym weźmie udział, skoń­czy się „wiecznym ludów mirem”. To oczywiście sprzeczne z finałem wiersza Mickiewicza. U niego zwyciężony nie bę­dzie miał „pomnika grobowego”, a „za całą sławę” ma mu wy­starczyć „krótki płacz kobiecy I długie nocne rodaków rozmo­wy”, bo sądzony mu jest i „bój bez chwały”, i „męczeństwo… bez zmartwychpowstania”. Czekają go zatem sława i nagroda bardzo problematyczne. „Utwór jest tragiczny — dowodził Bo­rowy — jakimś tragizmem nierozwiązanym: bo mamy ukaza­ną beznadziejność walki (stąd ta gorzka ironia w traktowaniu jej ofiar); ale z drugiej strony nie ma tu ani słowa protestu przeciwko niej; przeciwnie: ostatecznym wydźwiękiem utworu jest ukorzenie się przed wzniosłością beznadziei.”

BOLESNA SAMOTNOŚĆ

Bolesna samotność — także wśród własnego społeczeństwa — to stały motyw romantycznej poezji spiskowej. „Śmierć i po­garda”, obmowa i podejrzenie ze strony rodaków towarzyszą temu, który się za nich poświęcił, jak utrzymuje Karol Baliń­ski w wierszu Dzisiejszy rycerz. Podobnie Ryszard Berwiński „bohaterom dni naszych” (w utworze pod tym tytułem; podtytuł zaś brzmi: „D. 29 listopada 1842 r.”) niczego nie obie­cuje poza bolesnym opuszczeniem, szyderstwem wroga i prze­kleństwem własnych dzieci. Nawet zwycięstwo za grobem nie jest sądzone „dzisiejszemu rycerzowi” czy „bohaterom dni naszych”. Muszą oni przyjąć życie samotne i męczeńskie — bez uznania, bez nagrody, bez nadziei sławy pośmiertnej. Romantyzm oczywiście uwielbiał herosów w glorii triumfu rycerskiego, ale jednak znacznie bliż­si mu byli bohaterowie udręczeni samotnością i niepewnością moralną, skrzywdzeni potwarzą, posądzeni o szaleństwo i nie-; ugięci w spełnianiu swej wielkiej, szlachetnej, niebezpiecznej misji.

ULUBIONE POSTACIE ROMANTYKÓW

Ulubionymi postaciami romantyków stali się Prometeusz i    Chrystus, uosobienia najwyższej woli ostatecznej ofiary dla dobra ludzkości, skazujący siebie dobrowolnie na cierpienie bez końca i samotność bez granic. Nie liczyli na żadną zapłatę, triumf nie przychodził do nich za życia. W biografii Chrystusa mówi się wszak wprost o wypiciu „kielicha goryczy” do dna — żadne poniżenie, rozczarowanie i zawód nie zostały mu za­oszczędzone. Romantyzm nie byłby sobą, gdyby ograniczał się do prostej apologii dzielnych żołnierzy. Oni musieli być poni­żeni, opuszczeni i zdradzeni — przez obcych, ale i przez swoich, musieli poznać otchłań losu ludzkiego, żeby romantyzm mógł ich uwielbić i postawić za wzór. Wtedy dopiero osiągali god­ność — parafrazując wyrażenie epoki — „bohatyrów świata, wielkich uczniów Chrystusa”, stawali się świętymi.Poezja romantyczna opromieniła więc spiskowców i męczen­ników aurą Chrystusową. Był to również sposób uratowania wartości zagrożonych przez życie w podziemiu, a także ponie­wieranych przez wrogów, którzy usiłowali — zwłaszcza ludo­wi — przedstawić bojowników o wolność jako odrażających „zbrodniarzy”. Szubienice, na których ginęli

NIEUCHRONNY PROCES

Szubienice, na których ginęli bohaterowie spi­sku międzypowstaniowego, porównywano do krzyża, a ich mę­czeńską drogę ku śmierci — do stacji Męki Pańskiej. Uwznio- ślenie, dokonywane przez serię aluzji do żywota Chrystusowe­go, dowodziło też nasilania się nastawień mesjanistycznych. Spisek wchodził w obręb oddziaływania ethosu mesjanistycznego. W jakimś sensie był to proces historycznie nieuchronny. Ethos spiskowy pozostawał w rażącej sprzeczności z ethosem rycerskim, to wiadomo. W spiskowym marzeniu o powstaniu kryło się uporczywe pragnienie wyjścia z podziemia i stoczenia otwartej bitwy z wrogiem. W przeddzień procesu Berezowskie­go Komitet Reprezentacyjny Wychodźstwa Polskiego, skupia­jący 1500 emigrantów, wystosował list do obrońcy romantycz­nego tyranobójcy. W piśmie tym w znamienny sposób zama­nifestowało się dążenie do utrzymania równowagi moralnej wobec mnożących się ataków na działania nielegalne jako nie­etyczne i do zachowania zasad moralności chrześcijańskiej: „Nie wahamy się przyjąć tego czynu [zamachu] — jako mani­festacji, nieodpowiedniej wprawdzie, ale zawsze jako mani­festacji krwawo przez Moskwę obrażonego uczucia sprawiedli­wości w masach narodu polskiego.

NIE JESTEŚMY BUNTOWNIKAMI

Nie jesteśmy buntownikami, ale stoimy przy naszych narodowych prawach i nie potrzebu­jemy używać środków, nie odpowiadających wysokości sprawy naszej. Pójdzie ona dalej jasnym swych dziejów torem i jedy­nie w wewnętrznej i orężnej walce szukać będziemy zbawienia sprawiedliwej pomsty odwiecznych krzywd narodu.”  Trzeba pamiętać też, że uporczywa obrona prawa do orężnej walki formułowana była w czasie, gdy z obydwu stron padły już wszelkie możliwe argumenty w kwestii dopuszczalnej — w polskiej tradycji — moralności politycznej. Z tego punktu widzenia niezwykle znamienna jest polemika Juliana Klaczki z Ludwikiem Mierosławskim. W Katechizmie nie-rycerskim, opublikowanym w „Wiadomościach Polskich” w lutym 1859 ro­ku, Klaczko bezpardonowo zaatakował koncepcje polityczne Mierosławskiego oraz jego patrona ideowego — Mazziniego. Było to już po klęsce Wiosny Ludów, która uchodziła za klęskę romantyzmu politycznego, ale jeszcze przed powstaniem stycz­niowym, będącym w Polsce ostatnim zrywem romantyzmu. Wi­dząc podobieństwo sytuacji polskiej i włoskiej Klaczko pytał: „Cavour czy Mazzini?” — i dawał jednoznaczną odpowiedź: „Cavour czy Mazzini, któryż z tych dwóch ludzi i dwóch syste­mów skuteczniej działał dla kraju?…

DLA WIĘKSZOŚCI ROMANTYKÓW

Czy ten, co naród nie­mocą złożony wciąż truł, żgał i podżegał, spiskami opętał    «ruchami» zbezwładnił, krzyż deptał odkupny, a nóż święcił najemny i sprawę najszlachetniejszą i najświętszą podał pra­wie w ohydę i zgrozę wszystkich dusz zacnych i umysłów cnotliwych; lub ten, który słabego cucił i wycieńczonego umac­niał, z wolna i cierpliwie goił rany i siły sposobił, drzemiące  żywioły budził, pielęgnował i krzepił, moralnie i materialnie wszystko dźwigał, podnosił, administracyjne, finansowe, eko­nomiczne stosunki naprawiał i ulepszał… Cavour czy Mazzini? j w różnym stopniu, w nierównych rozmiarach i odmiennych formach i stosunkach, ale w treści jednostajne zawsze a hamle- towe to pytanie dla każdego narodu: pytanie, czy oświecać umysły lub tumanić fantazję, czy serca ogrzewać lub je spopie­lić, czy siły wycieńczać i niweczyć lub je skupiać i pomnażać, | czy pracować z ufnością rozwagi lub miotać się w szale rozpa­czy?…” Dla większości romantyków — poza Krasińskim — konserwatywno-organicznikowskie rozwiązania proponowane, od dawna zresztą, przez Hotel Lambert były nie do przyjęcia.