Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

Witaj!

Trafiłeś na bloga o biznesie. Mam nadzieję, że zamieszczane tutaj artykuły Ci się spodobaja i zosaniesz tutaj na dłużej!
Zapraszam też do aktywnego komentoania pod postami.

 

NA PODSTAWIE ZEZNAŃ

Jednak na podstawie zeznań „świętokrzyżców” można wy­snuć wniosek, że jednym z zasadniczych powodów braku pew­ności własnej i powierzenia się Komisji Śledczej było bardzo silnie przeżywane zderzenie „poezji” i „rzeczywistości”, tzn. konfliktu między wspaniałą, podniosłą retoryką romantyczną wielkich ideałów a napełniającą strachem i przerażeniem, try­wialną, ordynarną, brutalną zwyczajnością aresztowania, wię­zienia, śledztwa. Mówiąc symbolicznie: nie stał się żaden cud, nie dokonała się żadna wielka przemiana, nie powstały tłumy patriotów, ani nie zstąpiła z niebios Bogurodzica — wybawicielka Polski; nie doszło więc do niczego z tego, co obiecywała poezja romantyczna, obecna wszak nie tylko w wierszach, ale i w manifestach, rotach przysiąg i artykułach publicystycz­nych. Najbardziej rzeczywisty okazywał się generał-major Storożenko, policmajster, żandarm, stupajka, słynny z obel­żywego języka, jakim przemawiał do więźniów. Starcie — powiedzmy umownie — „romantyzmu” i „Storożenki” musiało w istocie potwornie wstrząsnąć aresztowanymi młodzieńcami.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PODOBNE PRZEŁOMY

Stanisław Morozewicz tak np. przedstawiał przed Komisją wrażenia odniesione z lektury Lamennais’go: „Tam (tj. w Ga­licji) zastałem jedną z tych zgubnych książek, które bodajby nigdy nie opuszczały drukarskiej prasy. Było to dziełko księ­dza de Lamennais pod tytułem Les Paroles d’un croyant — Słowa wierzącego. Napuszone wyrażenia, pokrywające nicość i fałszywość wewnętrznej wartości myśli, łatwo skierowały mój umysł na drogę błędu — umysł młodociany, który bez prze­wodnictwa zdrowego rozumu i doświadczenia postępując, chci­wie chwytał i poczytywał za prawdę każde rozumowanie szczytnymi wyrażeniami opatrzone” (249). Nie idzie tu jedy­nie — jak sądzić wolno — o wprowadzenie w błąd lub przy­podobanie się Komisji Śledczej przez odwołanie się do właści­wego jej systemu ocen i użycie jej sposobu wyrażania się, lecz 0   dość autentyczne wyznanie kogoś, kto wytrzeźwiał, doznał osobliwego oświecenia wskutek otrząśnięcia się z chwilowego zamroczenia. Dowodów na podobne „przełomy” można by przytoczyć znacznie więcej.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PRZEPROWADZONA PRACA

Oczywiście, należy się domyślać, że wcześniej została prze­prowadzona praca nad odpowiednim przysposobieniem do otrzeźwienia, że biciem i głodzeniem, „prośbą i groźbą” (a więc np. obietnicami carskiej dobrotliwości i monarszego wspania­łomyślnego przebaczenia albo przedstawieniem losu opuszczo­nych rodziców, o których uwięzieni spiskowcy tak często się troszczą, albo zapowiadaniem okropnych kar) skłoniono do szczerego „pokajania się” i wyznania popełnionych błędów. Ale też niedopatrzeniem interpretacyjnym byłoby przeoczenie fak­tu, że nie tylko z zewnętrznych, brutalnych nacisków, lecz 0   z osobliwych wewnętrznych konieczności wynikało owo przy­znanie się do winy — ze wszystkimi jego konsekwencjami. Te właśnie konieczności spowodowały załamanie się tak słabo ugruntowanej etyki spiskowej, one doprowadziły do uwe- wnętrznienia racji reprezentowanych przez władzę. Żaden ze „świętokrzyżców” nie zachował się tak jak Szymon Konarski, należący wszak do tego samego Stowarzyszenia Ludu Polskie­go, ale — były uczestnik powstania listopadowego, wyprawy Zaliwskiego, wyprawy sabaudzkiej, będący starszym od więk­szości z nich emisariuszem, przybyłym z emigracji, z nie­zmiernie jasno określonym programem działania politycznego.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

REKONSTRUKCJA SYTUACJI

Dla zrekonstruowania sytuacji, w jakiej znaleźli się oskarże­ni, posłużmy się przywołaniem pewnych cech nieco później­szego (ale w tym wypadku to zupełnie nieistotne) działania konspiracyjnego Edwarda Dembowskiego — takiego, jakim go przedstawiła pod imieniem „Henryka” w Obrazku wstępnym. do Poganki Narcyza Żmichowska. Przede wszystkim od przy­jaciół otrzymuje on przezwisko „Zapaleniec”, a oto osobowość jego naszkicowana w świetnym poetyckim skrócie: „Alchemik, co by wziął trzech ludzi z burzliwymi i sprzecznymi skłonno­ściami, czterech innych z cnotą najwznioślejszą, pomieszał ra­zem, utłukł w moździerzu, nalał wodą wiślaną, zagotował przy wulkanie, odcedził przy księżycu, trochę podsycił siarką i saletrą, miałby dopiero dla osobliwości lub dla przestraszenia spokojnych amatorów wista i ojców rodziny esencję podobniutką do takiego jak Henryk człowieka.”  Ale dalej Żmichowska, która Dembowskiego nie tylko podziwia, lecz i ko­cha, używa określenia „egoizm” na oznaczenie sposobu jego postępowania (chodzi o absolutną bezwzględność w dążeniu do celu), a nawet wywodzi, jak to „Henryk kłamał bez litości”. Nie kłamał przecież ze strachu, tchórzostwa i podłości.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

ODWAŻNY JAK LEW

„Henryk był odważnym jak lew — był w gruncie serca szlachetnym jak epopeja; jeśli kłamał, to ze zbytku gorączkowych myśli z maligny lub fantazji tylko, a przy tym w życiu swoim miał jedno uczucie, jedną świętość, która mogła i stokroć cięższe winy łaską sakramentalną w oczach bardzo surowych sędziów okupić. Za głos kobiet ręczę przynajmniej — Henryk kochał swoją matkę!” Było to zatem kłamstwo z miłości do ojczyzny (podobne do „kłamstwa” Konrada Wallenroda), kłamstwo dla pomyślności rewolucji (czego nie taił w swej ocenie Dembowskiego Henryk Kamieński w Pamiętnikach).W zeznaniach spiskowców aresztowanych latem 1843 wy­chodzą na jaw osobliwe wzajemne mistyfikacje. Aleksander Karpiński zeznawał: „Kiedy mi więc Dembowski w potocznej rozmowie kilka razy wspominał, jakie on ma ogromne sto­sunki w kraju i za granicą i że mógłby być wielce przez swoje wpływy i znaczenie krajowi pożytecznym, ja mu też nawzajem, mistyfikując się, dałem do zrozumienia, iż się beze mnie obejść nie potrafi, bo i ja również mam swoje znaczenie, chociaż być wprawdzie może, iż daleko mniejsze, ale, jak w Kongresowej Polsce, zupełnie stanowcze.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn