PRZEPROWADZONA PRACA

Oczywiście, należy się domyślać, że wcześniej została prze­prowadzona praca nad odpowiednim przysposobieniem do otrzeźwienia, że biciem i głodzeniem, „prośbą i groźbą” (a więc np. obietnicami carskiej dobrotliwości i monarszego wspania­łomyślnego przebaczenia albo przedstawieniem losu opuszczo­nych rodziców, o których uwięzieni spiskowcy tak często się troszczą, albo zapowiadaniem okropnych kar) skłoniono do szczerego „pokajania się” i wyznania popełnionych błędów. Ale też niedopatrzeniem interpretacyjnym byłoby przeoczenie fak­tu, że nie tylko z zewnętrznych, brutalnych nacisków, lecz 0   z osobliwych wewnętrznych konieczności wynikało owo przy­znanie się do winy — ze wszystkimi jego konsekwencjami. Te właśnie konieczności spowodowały załamanie się tak słabo ugruntowanej etyki spiskowej, one doprowadziły do uwe- wnętrznienia racji reprezentowanych przez władzę. Żaden ze „świętokrzyżców” nie zachował się tak jak Szymon Konarski, należący wszak do tego samego Stowarzyszenia Ludu Polskie­go, ale — były uczestnik powstania listopadowego, wyprawy Zaliwskiego, wyprawy sabaudzkiej, będący starszym od więk­szości z nich emisariuszem, przybyłym z emigracji, z nie­zmiernie jasno określonym programem działania politycznego.

DOKUMENTY ŚLEDCZE

Dokumenty śledcze mogą odpowiedzieć m.in. na pytanie, czy uzasadnione są podobne określenia, a bywały one przecież nie­kiedy kwestionowane bądź też uznawane za zbyt mgliste i nie­precyzyjne.W nazwie „romantyczny spiskowiec” na plan pierwszy wy­suwa się termin: „romantyczny” — zwrot o wyraźnej prowe­niencji literackiej. Czy „romantyczny” oznacza zatem w tym wypadku: „uformowany przez literaturę”?W swych odkrywczych pracach dotyczących semiotyki za­chowania Jurij M. Lotman wprowadził interesującą klasyfi­kację stosunków między „literaturą” a „rzeczywistością” w no­wożytnych prądach literackich. Można byłoby jego pogląd streścić w następujący sposób: klasycyzm wprowadza nie­zmiernie ostro zaznaczoną, nieprzekraczalną granicę między sztuką a rzeczywistością — nigdy nie przenikają się one wza­jemnie; w romantyzmie sztuka staje się modelem i pro­gramem dla rzeczywistości: „Życie wybiera sobie sztukę jako wzór i usiłuje ją «naśladować»”; wreszcie w realizmie sto­sunki układają się wręcz odwrotnie — to życie tworzy wzory, które sztuka naśladuje. Teatralizacja życia, zachowywanie się w życiu jak na scenie, stanowi niezmiernie istotną cechę kul­tury romantycznej — romantyzm programowo narusza usta­nowioną przez klasycyzm granicę między sztuką a zachowa­niem życiowym.

JAKIE ZNAKI?

Jakież to były „znaki”? Co dawała młodzieży rewolucja li­teracka romantyzmu w sferze języka? Była to przede wszyst­kim, podkreślmy, że w porządku listopadowym (gdyż istniały jeszcze i inne sfery romantyzmu przed rokiem 1830), symbolika wtajemniczonych w arkana wolności. Żywioły natury, a zwłasz­cza ogień, płomień, wybuchający wulkan, młodość, zbawienie, pękające lody, wicher szalony i zwycięskie słońce — to ulu­bione obrazy Wielkiej Przemiany, która musi nadejść nie­uchronnie. Cytowany już Józefat Bolesław Ostrowski litera­turę wczesnoromantyczną nazywał „burzycielką, wznowicielką”, wzywającą do „zupełnej reformy wyobraźni”, domagającą się „swobodnego widzenia wszystkich rzeczy”.Ów epizod dziejów literatury romantycznej skończył się tym, że „Kurier Polski” z dnia 4 XII 1830 doniósł: „Niemal na wszystkich murach stolicy znajduje się wiersz Mickiewi­cza: «Witaj jutrzenko swobody, za tobą zbawienia słońce!»”Redaktorzy zaś pierwszego numeru czasopisma „Podchorąży”, wydanego 8 XII 1830, zamieścili na wstępie Odę do młodości, dowodząc, że jej „nigdy dosyć powtarzać nie można”.

NIESZCZĘSNY POŻAR

Chodzi j o    nieszczęsny pożar szopy na Solcu. Ujawnić się tu miał łań- j cuch drobnych wydarzeń, wydaje się na pierwszy rzut oka zu- I pełnie bez znaczenia — skrupulatny Wysocki za późno jednak i zażądał palnych materiałów, bo dopiero w niedzielę 28X1, { a w ich braku podchorążowie musieli posłużyć się źle palącą | się, bo wilgotną słomą, itd. itp. Dalej wiadomo, jak z duszących dymków zbutwiałego browaru zaczyna się wyłaniać figura 1 klęski. Ale Mochnacki usiłuje ją jeszcze zasłonić, chociaż już i pisze: „Wszakże los psotny, który się śmieje z ludzkiej przezorności, tylko co wszystkiego na samym wstępie wniwecz nie obrócił.” I dalej: „i oto jedno nic, pochodzące z roztargnienia I Wysockiego, naraża całą sprawę, naraża przyszłość powstania.” I jeszcze ciągle rozważając konsekwencje tego pierwsze- 1 go niepowodzenia („gdyby była zaświeciła łuna z Solca o tej 1 porze, rozbrojenie nieprzyjaciela w mieście byłoby niepochyb- nie przyszło do skutku pomimo braku naczelnika, i odtąd cała rewolucja musiałaby pójść inną drogą”), Mochnacki konstatuje: „Lecz znać nie mieliśmy tego w przeznaczeniu naszym, żeby sobie począć od razu tak silnie i mądrze.”

POLITYKA I STYLISTYKA

Ze względu na poetykę i stylistykę Sowińskiego w okopach Woli można by umieścić obok niektórych utworów Lenarto­wicza — jako najdoskonalsze w Polsce spełnienie poezji naiw­nej. Romantycy tęsknili do niej. Proste, „nieuczone” widzenie ludu, surowy heroizm z pozoru zwykłych bohaterów porywały ich z siłą równą oczarowaniu bogactwem, przepychem i fan­tazją wielkości, obnoszącej się ze swym „dumnym szyszakiem , ze swą bujną niezwykłością. Słowacki celował i w jednym, i w drugim stylu romantyczno-bohaterskim. Był mistrzem historio­zoficznych uniesień nad „hucznym lotem olbrzymich ptakow i nad „starcem o drewnianej nodze”. Śmierć generała przeisto­czył w „prostą powieść”, pozbawił ją olśniewających blasków retorycznego patosu, ale przecież z szarego płótna żołnierskie] ofiary utkał Złotą Legendę.Wspaniały wiersz Słowackiego (nie drukowany zresztą za życia poety) nie ma sobie równych w poezji romantycznej. Ale jest coś, co go łączy z innymi utworami o zgonach bohaterow: to właśnie sakralizacja „polskiej śmierci”. Świadomie naiwno-ludowa rymowanka pt. Śmierć generała Sowińskiego Kon­stantego Gaszyńskiego (autora niezdolnego jednak w tym utwo­rze do artystycznego opracowania prymitywistycznej narracji) wydobywa te same legendarne rysy: generał Sowiński w imię honoru, wolności i ojczyzny na czele garstki wiernych aż do śmierci żołnierzy chce się opierać nawale tysięcy; sza­blą torując sobie drogę cofa się „w święcone mury kościoła , gdzie pragnie zginąć pozostając wolnym; niewolnicy despo- tyzmu nie mogą pojąć podobnej postawy, wybijają wszystkich, pozostaje przy życiu tylko generał Sowiński.

RELIGIA ROMANTYKÓW

„Aleksander Wielki i Juliusz Cezar nadali rzeczywistość ideałowi zarysowanemu w mitologii greckiej i rzymskiej, a jednocześnie w koncepcji Mickiewicza wyszli poza jego obręb. […]W tym samym ciągu rozumowania — po Aleksandrze i Cezarze — pojawia się po­stać Napoleona. […] W osobie Napoleona dokonał Mickiewicz ostatecznej syntezy mitu, podania, historii oraz idei zbawie­nia. Postać ta wysnuta została przez poetę z przekazów histo­rycznych, ale i z podań krążących między ludem i żołnier- stwem, z mitu o upadłym herosie-tytanie, z mistycznej wiedzy o    jego «pracy wewnętrznej* i pokucie pogrobowej. Mit Napo­leona — mit programatywny — przynosi nie tylko wzorzec wielkości, ale i bezpośrednią dyrektywę działania.”Czyn był religią romantyków. Wielbiciel i wyznawca Mic­kiewicza, Armand Levy, pisał do Micheleta w roku 1855 cał­kiem w duchu mickiewiczowskim: „Sądzę, że religia współ­czesna powinna się przejawiać jako czyn.” Takich aforyzmów znajdziemy wiele w pismach romantyków — millenarystów, mesjanistów i rewolucjonistów.

ŚWIĘTA SPRAWA

Bóg jest Bogiem prawdy; miałże dłużej cier­pieć, aby Jego imię bezprawia i zbrodnie kryło? On to natchnął kilka serc czystych i runęło obłudy i ciemięstwa dzieło.” Bóg jest zatem bezpośrednim sprawcą nocy listopadowej. Nie miał co do tego wątpliwości jej główny strateg, Piotr Wysocki: „Opatrzność kierowała naszymi krokami. Bóg nam sprzyjał w początku, Bóg ojców naszych, Bóg Polski z tych szczupłych zawiązków doprowadzi ją do dawnej sławy i wielkości.” Wiele świadczy wymownie o tym, że „święta sprawa nasza” miała zawsze za sobą wszystkie atuty Dobra. III część Dziadów umacniała w takiej wierze kilka polskich pokoleń. Odczucie świętości dziejów jako domeny zmagań Boga z Szatanem spa­jało organicznie historię z mitem. Trzeba bowiem wyraźnie powiedzieć, że romantyzm nie mógł poprzestać na empirycz­nych faktach i chronologicznych układach. Lekceważyły je zupełnie programowo np. rozważania romantyków niemiec­kich, poświęcone mitologii i historii. Również romantycy pol­scy nie pozostawali w tyle w ostentacyjnie okazywanej po­gardzie dla płaskiej empirii i chaosu bezmyślnych kronik, nie zdradzających żadnego wyczucia ducha całości.

HISTORIA DLA ROMANTYKÓW

Historia to dla romantyków zarówno teofania — miejsce ob­jawiania się Boga, jak i osobliwa droga zbawienia człowieka. Przez nią, przez jej doświadczenie właśnie dorastało się do objawienia Mesjasza — powtórnego przyjścia Chrystusa, wszak równocześnie będącego Bogiem i człowiekiem z Nazaretu, za­korzenionym w bycie historycznym. U wielu pisarzy roman­tycznych dążenie do przybliżenia bądź Królestwa Bożego na ziemi, bądź królestwa wolności człowieka łączyło się z ko­niecznością czynu, będącego funkcją ich projektu przy­szłości. Bierność potępiał zarówno Mickiewicz — przeciwnik Hegla, jak Dembowski — wielbiciel Hegla; obydwaj wzywali do czynnej wałki ze złem dziejowym. U Mickiewicza miało ono jednak również wymiar metafizyczny. Czy przezwyciężenie, przekroczenie „gotowej” rzeczywistości, tak ważne w myśle­niu wielu romantyków, mogłoby się w ogóle dokonać w aurze racjonalizmu heglowskiego? Czyn, jak wiadomo, domaga się odwołania do motywacji pozaempirycznych, pozarozumowych, emocjonalnych, wręcz — irracjonalnych.

Rozpocząć działalność online

Warto właśnie dzisiaj rozpocząć wprowadzanie zmian w swoim życiu na lepsze. Czy masz już jakiś postęp w osiąganiu celów, które zostały ustawione w tym roku? Może zdecydowałeś się rozpocząć działalność online i jesteś tak podekscytowany, że ledwie możesz usiedzieć spokojnie. Przy rozpoczęciu nowej działalności gospodarczej jednak liczy się nie tylko plan, ale i sam biznes. Internet pozwala wielu ludziom na rozpoczęcie bardzo dobrego życia za pomocą wiele różnych usług biznesowych. Ważne jest, aby pamiętać, że każdy, kto rozpoczyna działalność online nie ma go natychmiast, ale musi liczyć na sukces. Co więc można zrobić? Właścicieli firm online, którzy uważają, że są skuteczne i mogą posiadać i prowadzić dobrze prosperujący biznes mają już na starcie większe szanse. Są gotowi pójść na całość jeśli chodzi o spędzanie czasu, który jest potrzebny, aby rozkręcić swoją działalność. Istnieje wiele stron w Internecie, takich jak fora, artykuły i blogi, które dają bezpłatne informacje i trzeba z nich skorzystać.

Skanowanie

Proces skanowania odbywa się dziś w ogromnej ilości przedsiębiorstw i firm, które działają na rynku handlowym, wytwórczym oraz usługowym. W swej głównej mierze skanowanie dokumentów polega na przetwarzaniu dokumentów papierowych w te, które w wersji końcowej mają postać elektroniczną. Dziś nikt niemal nie wyobraża sobie życia bez procesu, jakim jest skanowanie dokumentów Katowice, dlatego też czynność ta cieszy się ogromną popularnością, zaś klienci bardzo chętnie z niej korzystają. Dziś ze skanowania dokumentów korzystają nie tylko firmy i przedsiębiorstwa, ale także osoby prywatne, które pragną mieć uporządkowane wszystkie dokumenty w jednym miejscu, bez potrzeby ich ciągłego szukania. Obecnie skanowanie dokumentów Katowice najczęściej odbywa się w programie, o nazwie faksowanie, który może zostać użyty w każdym, nawet najstarszym systemie Windows. Jest to doskonałe udogodnienie, ponieważ nie wszyscy mogą sobie pozwolić na zakup innowacyjnego sprzętu, z nowoczesnym oprogramowaniem, które mogłoby odtworzyć skanowane pliki.

ODWAŻNY JAK LEW

„Henryk był odważnym jak lew — był w gruncie serca szlachetnym jak epopeja; jeśli kłamał, to ze zbytku gorączkowych myśli z maligny lub fantazji tylko, a przy tym w życiu swoim miał jedno uczucie, jedną świętość, która mogła i stokroć cięższe winy łaską sakramentalną w oczach bardzo surowych sędziów okupić. Za głos kobiet ręczę przynajmniej — Henryk kochał swoją matkę!” Było to zatem kłamstwo z miłości do ojczyzny (podobne do „kłamstwa” Konrada Wallenroda), kłamstwo dla pomyślności rewolucji (czego nie taił w swej ocenie Dembowskiego Henryk Kamieński w Pamiętnikach).W zeznaniach spiskowców aresztowanych latem 1843 wy­chodzą na jaw osobliwe wzajemne mistyfikacje. Aleksander Karpiński zeznawał: „Kiedy mi więc Dembowski w potocznej rozmowie kilka razy wspominał, jakie on ma ogromne sto­sunki w kraju i za granicą i że mógłby być wielce przez swoje wpływy i znaczenie krajowi pożytecznym, ja mu też nawzajem, mistyfikując się, dałem do zrozumienia, iż się beze mnie obejść nie potrafi, bo i ja również mam swoje znaczenie, chociaż być wprawdzie może, iż daleko mniejsze, ale, jak w Kongresowej Polsce, zupełnie stanowcze.

REKONSTRUKCJA SYTUACJI

Dla zrekonstruowania sytuacji, w jakiej znaleźli się oskarże­ni, posłużmy się przywołaniem pewnych cech nieco później­szego (ale w tym wypadku to zupełnie nieistotne) działania konspiracyjnego Edwarda Dembowskiego — takiego, jakim go przedstawiła pod imieniem „Henryka” w Obrazku wstępnym. do Poganki Narcyza Żmichowska. Przede wszystkim od przy­jaciół otrzymuje on przezwisko „Zapaleniec”, a oto osobowość jego naszkicowana w świetnym poetyckim skrócie: „Alchemik, co by wziął trzech ludzi z burzliwymi i sprzecznymi skłonno­ściami, czterech innych z cnotą najwznioślejszą, pomieszał ra­zem, utłukł w moździerzu, nalał wodą wiślaną, zagotował przy wulkanie, odcedził przy księżycu, trochę podsycił siarką i saletrą, miałby dopiero dla osobliwości lub dla przestraszenia spokojnych amatorów wista i ojców rodziny esencję podobniutką do takiego jak Henryk człowieka.”  Ale dalej Żmichowska, która Dembowskiego nie tylko podziwia, lecz i ko­cha, używa określenia „egoizm” na oznaczenie sposobu jego postępowania (chodzi o absolutną bezwzględność w dążeniu do celu), a nawet wywodzi, jak to „Henryk kłamał bez litości”. Nie kłamał przecież ze strachu, tchórzostwa i podłości.

PODOBNE PRZEŁOMY

Stanisław Morozewicz tak np. przedstawiał przed Komisją wrażenia odniesione z lektury Lamennais’go: „Tam (tj. w Ga­licji) zastałem jedną z tych zgubnych książek, które bodajby nigdy nie opuszczały drukarskiej prasy. Było to dziełko księ­dza de Lamennais pod tytułem Les Paroles d’un croyant — Słowa wierzącego. Napuszone wyrażenia, pokrywające nicość i fałszywość wewnętrznej wartości myśli, łatwo skierowały mój umysł na drogę błędu — umysł młodociany, który bez prze­wodnictwa zdrowego rozumu i doświadczenia postępując, chci­wie chwytał i poczytywał za prawdę każde rozumowanie szczytnymi wyrażeniami opatrzone” (249). Nie idzie tu jedy­nie — jak sądzić wolno — o wprowadzenie w błąd lub przy­podobanie się Komisji Śledczej przez odwołanie się do właści­wego jej systemu ocen i użycie jej sposobu wyrażania się, lecz 0   dość autentyczne wyznanie kogoś, kto wytrzeźwiał, doznał osobliwego oświecenia wskutek otrząśnięcia się z chwilowego zamroczenia. Dowodów na podobne „przełomy” można by przytoczyć znacznie więcej.

NA PODSTAWIE ZEZNAŃ

Jednak na podstawie zeznań „świętokrzyżców” można wy­snuć wniosek, że jednym z zasadniczych powodów braku pew­ności własnej i powierzenia się Komisji Śledczej było bardzo silnie przeżywane zderzenie „poezji” i „rzeczywistości”, tzn. konfliktu między wspaniałą, podniosłą retoryką romantyczną wielkich ideałów a napełniającą strachem i przerażeniem, try­wialną, ordynarną, brutalną zwyczajnością aresztowania, wię­zienia, śledztwa. Mówiąc symbolicznie: nie stał się żaden cud, nie dokonała się żadna wielka przemiana, nie powstały tłumy patriotów, ani nie zstąpiła z niebios Bogurodzica — wybawicielka Polski; nie doszło więc do niczego z tego, co obiecywała poezja romantyczna, obecna wszak nie tylko w wierszach, ale i w manifestach, rotach przysiąg i artykułach publicystycz­nych. Najbardziej rzeczywisty okazywał się generał-major Storożenko, policmajster, żandarm, stupajka, słynny z obel­żywego języka, jakim przemawiał do więźniów. Starcie — powiedzmy umownie — „romantyzmu” i „Storożenki” musiało w istocie potwornie wstrząsnąć aresztowanymi młodzieńcami.

POEZJA I RZECZYWISTOŚĆ

Nie ma dwóch zdań: te zeznania śledcze — tak precyzyjne, tak gorliwe, tak szczegółowe — dostarczają historykowi niczym już nie zastąpionego materiału. Naturalnie, przyjąć należy, że w dokumentach owych znajdują się rozmaite i liczne znie­kształcenia, niejako pośrednie, bo spowodowane przez szczególne warunki, w jakich powstawały. Ale, jak się wydaje — nie są to deformacje uniemożliwiające zastanowienie się nad problemem, który wolałabym w tym momencie nazwać raczej nie tyle moralnym, ile psychologicznym. Albo może jeszcze inaczej należałoby o kwestii powiedzieć: jakie pozwalają się zrekonstruować przyczyny psychiczne owego gruntownego załamania moralnego, którego skutki obserwujemy w zachowanych zeznaniach śledczych większości „świętokrzyżców”? Trudno traktować problem jako czysto abstrakcyjny czy teoretyczny, wydaje się bowiem, że coś, co można by nazwać „psychologią spiskowca”, rzutowało w spo­sób decydujący zarówno na dzieje podziemnych ruchów poli­tycznych, jak i na związaną z nimi literaturę, nie wspominając już o typie argumentów krytycznych, kierowanych w równej mierze pod adresem spisku, co romantyzmu.

TREŚĆ DEKLARACJI

Niemal wszyscy ci mło­dzieńcy niezmiernie dokładnie przedstawiają nie tylko własne poglądy i przedsięwzięte działania propagandowe, ale również wyznają — z całą gotowością pamięci — kogo, gdzie i kiedy spotkali i jakie prowadzili z nim rozmowy. Spowiadają się z własnych grzechów, lecz nie przepuszczają i cudzym, jeśli tylko były im znane. Konsul francuski, opierając się z pew­nością na tym, co mówiono w mieście, donosił w raporcie zr. 1838, że „aresztowani [w Warszawie] młodzi ludzie, zamiast się starać uniewinnić, wyznali swe projekty obciążające inne osoby…”Wyżyny jakiegoś przerażającego absurdu objawiają się w sy­tuacji (a nie jest ona wyjątkowa), gdy Gustaw Ehrenberg po­daje dokładnie tekst przysięgi, którą złożył jako inicjowany przed „sołtysem” Stowarzyszenia Ludu Polskiego. W jej rocie wymówił słowa: „istnienia Stowarzyszenia nie wydam, groźbą, prośbą, więzieniem nawet i męczarnią uwieść się ani zastra­szyć nie dam” — które teraz podaje do protokołu Komisji Śled­czej! Czy uznał się zatem za uwolnionego od złożonej przy­sięgi? Podobnie zachowali się inni, przekazując treść dekla­racji programowych (np. „iż dla sprawy Stowarzyszenia pra­cować nie przestanę, nigdy go nie zdradzę, w jego obronie życie gotów jestem poświęcić”), informując o tajnych znakach, po których poznawali się członkowie Stowarzyszenia, o wyso­kości składek — aż do całkiem niewinnych przepisów tech­nicznych odczyniania „atramentu sympatycznego”. Co się tutaj przydarzyło?

PRZECIW TOBIE

Widzę zeznanie Bogdaszewskiego odpowiednie pytaniu i uwa­gom Komisji, lecz oświadczam, że zmyślił i że tyle tylko o nim wiedziałem, ile w pytaniu poprzednim zeznałem. Karol Pod­lewski.Jakież powody miałby Bogdaszewski zmyślać przeciw to­bie cokolwiek, kiedy łączą was stosunki familijne i jeden interes i kiedy wedle wszelkich okoliczności zeznanie jego ma zupełne prawdopodobieństwo?Nie wiem, co na to pytanie odpowiedzieć. Karol Podlewski. A jeśli więcej oprócz powyższych dowodów okazanych ci i będzie, czy przyznasz to, co dotąd i dlaczego taisz?Choćby najwięcej mi okazywano dowodów, jednak tego nie przyznam. Karol Podlewski” (362).Ale upór wobec inkwizytorów, zachowanie zimnej krwi, jf przemyślana taktyka, umiejętność wyminięcia pułapek, dążność do zatajenia bądź zbagatelizowania jak największej ilości osób faktów, wszystko to bynajmniej nie stanowiło reguły w ze­znaniach innych „świętokrzyżców”.